Jak przygotować się na pierwsze poszukiwanie i mierzenie sukni ślubnych?!

Jak przygotować się na pierwsze poszukiwanie i mierzenie sukni ślubnych?!



Nie ma co się oszukiwać, że gdy przychodzi ten moment i zaczynamy szukać idealnej sukienki ślubnej, to do głowy wpada milion wątpliwości. Jak się przygotować do mierzenia, co ze sobą zabrać i jak się zachować!? W moim przypadku miałam dodatkowe obawy, że w salonie mnie wyśmieją, gdy powiem "byle nie biała/kremowa/śmietankowa, najlepiej szara... i żeby nie wyglądała jak ślubna", a dodatkowo, że spotkam się z nachalnymi konsultantkami, które będą na siłę wciskać mi najdroższe kreacje. Jak się pewnie domyślacie tak się nie stało i wszystkie te obawy bardzo szybko mnie opuściły.
Za sobą mam już pierwsze odwiedziny salonów i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Pozwólcie, że opowiem Wam moją historię na podstawie kilku bardzo ważnych punktów, które mogą Wam ułatwić pierwszą wizytę podczas poszukiwania idealnej sukienki ślubnej :)

Umów termin, a na mierzenie poświęć 1-1,5 h.

Ślub dopiero w październiku 2019, jednak jako, że miałam chwilę wolnego to postanowiłam rozeznać się w świecie mody ślubnej. Swoją pierwszą wizytę umówiłam z miesięcznym wyprzedzeniem - bez paniki, w salonach często są dostępne wcześniejsze terminy, jednak musiałam wziąć ze sobą moje najbliższe koleżanki, a zgranie się było nie lada wyczynem!
Pierwszy błąd, który popełniłam to umówienie tylko jednego salonu na jeden dzień. To kompletnie bez sensu, gdy mamy więcej wolnego czasu! Ostatecznie w ten sam dzień dzwoniłam do 4 salonów z pytaniem czy mają wolną chwilę na mierzenie i o dziwo 3 z nich bezproblemowo mnie przyjęły.
Na przymiarki (szczególnie te pierwsze) polecam zarezerwować sobie 1-1,5h. W moim przypadku wystarczyły 54 minuty (z zegarkiem w ręku) i już wiedziałam czego chcę, w czym się dobrze czuję oraz, że mam problem, bo spodobały mi się bardzo 2 sukienki, a zmierzyłam tylko 5 sztuk!

Idź z "pomysłem na siebie", ale miej otwarty umysł.

Pisząc ten punkt aż się do siebie uśmiecham :D To, ile godzin spędziłam na przekopywaniu internetu w poszukiwaniu ładnych sukienek, to była kompletna strata czasu, bo polskie salony nie oferują tak wymyślnych grafitowych sukien ślubnych... Moim celem była: suknia ślubna, która nie wygląda jak ślubna, najlepiej w kolorze szarym. Nie miałam nawet zamiaru mierzyć jakiejkolwiek sukienki, która nie spełniałaby moich wymogów i to oczywiście było idiotycznym podejściem. Mimo to okazało się, że jeden salon podchwycił moją wizję i miał w swojej ofercie niestandardowe sukienki, z których zakochałam się w aż dwóch modelach.
Pozwoliłam więc sobie w następnych salonach na chwilę "luzu" - przymierzyłam princeskę, syrenkę i mega świecącą sukienkę, czyli całkowite przeciwieństwa jeśli chodzi o to czego chciałam. Dzięki temu utwierdziłam się w fakcie co mi pasuje, a w czym czuję się jak przebieraniec :D

Nie śpiesz się na przymiarkach.

Do przymierzalni dostaniemy około 4-6 sukienek, które sobie wybierzemy, możemy je zmierzyć w 20 minut, ale i na spokojnie zastanowić się nad tym co nam się w nich podoba, a co nie. Ten etap był dla mnie bardzo waży, pierwszy raz widziałam się w takich kreacjach i mogłam w końcu zweryfikować, czy to co sobie wyobrażałam faktycznie dobrze na mnie wygląda. Z jednej strony potwierdziłam swoją tezę, że gołe plecy to "must have", a z drugiej strony okazało się, że przyległy długi rękaw (który bardzo mi się podobał) to nie moja bajka.
Na tym etapie zawężamy swoje poszukiwania sukienek. Już nie patrzymy na coś, w czym źle wyglądałyśmy za pierwszym razem, dlatego też każda następna wizyta w salonach robi się coraz krótsza, bo wiemy czego szukamy.
Warto też na głos komentować to, co mamy na sobie. Dzięki temu dostałam do zmierzenia jeszcze jedną sukienkę, która baaardzo przypadła mi do gustu, bo Pani, która mi pomagała w przymiarkach zrozumiała mój styl.

Zapisz modele, które Ci się podobają.

W salonach ślubnych najczęściej nie można robić zdjęć. Nie powiem, to bardzo boli, bo mimo iż byłam oglądać suknie kilka tygodni temu, to już nie pamiętam dokładnie jak one wyglądały. Zdjęcia z ukrycia jak najbardziej pomogą przedłużyć nam pamięć, ale nie zawsze ich wykonanie jest możliwe :/ Zostaje więc zapisanie modeli, które nam się spodobały i odszukanie ich zdjęć katalogowych. Gorzej, że czasami zdjęcia sukienek na modelkach wyglądają kompletnie inaczej, niż sukienka na nas. Szczególnie pamiętam tu o jednym modelu, który dzięki podmianie halki zyskał całkiem inny, o wiele piękniejszy kolor! No i jak tu teraz sugerować się zdjęciem na modelce :/

Swoją pierwszą wizytę umówiłam w Katowickiej Madonnie. Coś czułam, że będzie to jedyny salon, który sprosta moim oczekiwaniom, poza tym właśnie tam była resztka kolekcji Rara Avis 2017, która mnie zauroczyła. Równo o 10:00 zaczęłam moją pierwszą przygodę z przymiarkami. Przytłoczona białymi sukienkami atakującymi mnie z każdej strony zaczęłam wątpić w powodzenie akcji "znajdź coś!". Miła konsultantka przejęła mnie jednak po kilku minutach błądzenia po salonie i zapytała co by mnie interesowało. Po moim monologu i jej wielkich oczach zaczęłam się zastanawiać nad sobą i moim podejściem (lub jego braku) do ślubu. Mimo to, chwilę później została mi pokazana pierwsza sukienka z szarymi kryształkami... z przerażeniem powiedziałam "zbyt ślubna!", a Pani się uśmiechnęła i znów zniknęła pomiędzy gigantycznymi szafami. Od tego momentu było tylko lepiej! Pierwszy raz na oczy zobaczyłam sukienkę Rary Avis, którą miałam zapisaną w "ulubionych". Na widok mojej miny przemiła konsultantka wyciągnęła wszystkie sukienki z tej kolekcji i tak oto wybrałam 4 modele do przymiarki.

W moim przypadku sukienka w chłodnym kolorze robi 100% roboty, a do tego odkryte plecy dają efekt WOW. Przyszłam zrezygnowana, a podczas przymiarek zakochałam się w 2 modelach i nie potrafię się zdecydować na jeden właściwy - szok!

Say yes to the dress!

Na pewno widziałyście choć jeden odcinek tego jakże ustawionego show. Kobiety mierzą i w końcu jest, ta jedyna! Płacz, oklaski i radość, mamy to! Jak to wyglądało u mnie? Wybrałam 4 sukienki i automatycznie w głowie ustawiłam je od najmniej 'wow' do tej, z którą wiążę największe oczekiwania i mierzyłam je w tej samej kolejności. Faktycznie ostatnia okazała się strzałem w 10, ale nie było płaczu i radości, lecz szok, że coś mi się aż tak spodobało. Nie miałam też w ogóle momentu wzruszenia i wiecie co? wcale nie czuje się z tym źle, bo wtedy nie myślałabym jasno. Postanowiłam przespać się ze wszystkim i poukładać sobie w głowie te szalone myśli. Na pewno przede mną jeszcze jeden (minimum jeden) salon i zapewne na coś się zdecyduję, bo mierzenie miliona sukien jest bardzo rozpraszające i na dłuższą metę nie ma sensu, gdy znalazłyśmy już coś, co nam się podoba.

Kogo ze sobą zabrać?

Pierwsze poszukiwania sukni były dla mnie ważnym momentem, ponieważ to wtedy klaruje się nam to, czego oczekujemy od naszej kreacji. W tym przypadku żadne naciskanie na jakąś sukienkę nie pomaga. Dlatego też zdecydowałam, że na pierwsze przymiarki wezmę ze sobą moje koleżanki. To one najlepiej mnie znają (poza narzeczonym :P) i wiedziałam, że pomogą mi odnaleźć siebie w sukienkach bez naciskania na cokolwiek. Podczas przymiarki widziałam sztampowy przykład, jak dobrze moje podejście się sprawdziło. W salonie byłam ja z koleżankami i obok w przymierzalni dziewczyna z najbliższą rodziną. Gdy tylko usłyszałam z przymierzalni obok "to jest ślub, masz mieć gładką białą sukienkę, a nie jakieś koronki", to mną wstrząsnęło. Właśnie takich komentarzy chciałam uniknąć przy pierwszej przymiarce, bo dopiero co oswajałam się z sytuacją, a każde "musisz" zadziałałoby na mnie jak płachta na byka, psując mi tym samym humor.
Oczywistym jest, że na pewno zabiorę do jakiegoś salonu moją mamę i może trochę większe grono bliskich, aby mieli też tą przyjemność "wybierania" ze mną sukienki, jednak należy pamiętać, że ostateczna decyzja należy do nas i w swojej sukience powinnyśmy się czuć w 100% sobą.

Przeprawa przez te wszystkie salony wcale nie jest prosta, choć myślę, że całkiem przyjemna! Ilość sukienek, które czekają na przymierzenie jest ogromna, dlatego warto mimo wszystko zaufać konsultantkom i wysłuchać ich rad. Suknia ślubna jest bardzo ważnym elementem ślubu, jednak pamiętajmy, że nie jest ona najważniejsza. Ciągłe poszukiwania ideału mogą się w pewnym momencie skończyć frustracją, a nie zapominajmy, że są jeszcze krawcowe, które uszyją nam to czego zapragnęłyśmy! Mam nadzieję, że pierwsza przymiarka będzie dla Was równia owocna, jak dla mnie i znajdziecie swój sukienkowy ideał! :)




Silesia wedding day 5 - industrialne targi ślubne Katowice

Silesia wedding day 5 - industrialne targi ślubne Katowice



Średnio co pół roku w większych i mniejszych miastach odbywają się targi ślubne, które kuszą nas różnego rodzaju zniżkami na usługodawców czy inne atrakcje. Jako, że do ślubu mamy jeszcze z M sporo czasu, to postanowiliśmy pochodzić po różnego rodzaju targach, aby poszukać inspiracji, a może nawet żeby podpisać kilka umów.
Jak wspominamy targi i czy w ogóle polecamy się na nie wybrać? Zapraszam do czytania!

Idea targów ślubnych przestała mi się podobać od momentu, gdy zaręczyliśmy się z Marcinem. Wizja szukania odpowiedniego fotografa i DJ'a mnie przerażała, nie mówiąc już o szukaniu inspiracji, ozdobach i samej sukience ślubnej. Z czystej ciekawości postanowiliśmy jednak wpaść na Silesia Wedding Day IV, czyli industrialne targi ślubne w Katowicach, które odbywały się jesienią w Fabryce Porcelany.
Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni nie tylko świetną, industrialną lokacją, ale i całą organizacją tego przedsięwzięcia. Stanowiska wystawców przyciągały wzrok swoją oryginalnością. Wszędzie było dużo kwiatów, lampek, a styl boho królował w prawie każdym koncie.
Spotkaliśmy wielu wspaniałych ludzi, którzy z pasją opowiadali o tym czym się zajmują, i oczywiście, co są w stanie nam zaoferować. Wyszliśmy z bardzo pozytywnym nastawieniem, masą ulotek i zarysem tego, jak chcemy, żeby wyglądało nasze wesele. Na tym etapie muszę się przyznać, że w odstępie tygodnia od owych targów zadzwoniliśmy zarezerwować DJ'a oraz girlandy świetlne, które zdobiły całą Fabrykę Porcelany. Dj na żywo zrobił na nas piorunujące wrażenie, a gdy tylko spotkaliśmy się z nim osobiście podpisać umowę, to przez bite 2 godziny rozmawialiśmy o muzyce, śmiesznych historiach itp., aż Marcin musiał "brutalnie" zakończyć nasze spotkanie, bo był już spóźniony do pracy :D Girlandy załatwiliśmy mailowo, ale i tak wszystko przebiegło w bardzo miłej atmosferze.
Jak widzicie, po tych targach wiele spraw się u nas wyklarowało. Wiele też załatwiliśmy, choć wcześniej wydawało się nam, że mamy na to sporo czasu - zgarnialiśmy ostatnie wolne terminy u powyższych usługodawców.



Po bardzo pozytywnych alternatywnych targach postanowiliśmy przejść się na najbardziej popularne targi organizowane w Polsce o wdzięcznej nazwie Targi Ślubne. Odbywały się one w centrum Katowic, więc tym bardziej stwierdziliśmy, że fajnie się będzie przejść - może i tym razem znajdziemy ciekawych usługodawców. Jakież było nasze zdziwienie, gdy po wejściu na halę jedynie co widzieliśmy to bezpłciowe boxy i masę ludzi. Nie chcialiśmy się uprzedzać już na starcie, ale było "po ptokach", bo tak spora ilość ludzi w jednym miejscu jedynie co robiła, to mnie irytowała. Dostanie się do konkretnego stanowiska graniczyło z cudem, ale i sami wystawcy wydawali się bardzo zmęczeni całą sytuacją. Niestety, ale nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele, bo traktowani byliśmy jak "jedni z kolejnych, którzy zawracają gitarę". Moment, w którym starsza kobieta szarpała za sobą (najprawdopodobniej) przyszłą młodą parę, wciskała się w kolejkę i zarządzała jaki tort mają zamówić, bo jej pasuje, był momentem szczytowym i postanowiliśmy wyjść. Definitywnie nie był to event przeznaczony dla nas - osób, które swoje wesele chcą zrobić w oryginalny sposób, inny niż tradycyjny.



Minęło pół roku, nadeszła wiosna i kolejne targi ślubne. Edycja targów Silesia Wedding Day V odbyła się dwa tygodnie temu, a ja nie mogę przestać się nadziwić jak oni uzyskali kolejny raz tak świetny klimat! Tym razem widzieliśmy się w Walcowni Katwickiej, czyli kolejnej industrialnej lokacji. Przyjechaliśmy na samo otwarcie, aby uniknąć tłumów i to był strzał w 10! Wystawcy poświęcili nam sporo czasu, ale i mogliśmy pooglądać oferowane przez nich rzeczy. Na tych targach wiedzieliśmy już jednak czego szukamy - zaproszenia, obrączki i inspiracje. To było naszą główną motywacją, jednak nie omieszkaliśmy podejść do "naszego" DJ'a i przybić mu piątki lub też pogadać na żywo z Light Me, którzy zajmą się na naszym weselu oświetleniem. Te targi jak najbardziej zaliczamy do udanych, bo znaleźliśmy kolejną świetną firmę, u której zrobimy swoje obrączki - dosłownie! Diuczko, mała firma jubilerska oferująca warsztaty robienia własnych obrączek. Gdy tylko usłyszeliśmy o takiej opcji zaświeciły się nam oczy, a gdy spojrzeliśmy na ofertę firmy i zobaczyliśmy obrączki "fasetkowane", które sama nazwałam "geometrycznymi", to zgodnie stwierdziliśmy, że TO JEST TO!
Dodatkowo znaleźliśmy ciekawą inspirację do stworzenia własnych zaproszeń ślubnych oraz wyklarowała się nam wizja tortu. Jak widzicie sporo zyskaliśmy po tych 2 godzinach oglądania stanowisk.



Targi ślubne to bardzo sprytna reklama w obrębie ślubnych usługodawców, ale to, ile te firmy po takich targach zgarną umów zależy już tylko od nich samych. Jednak wystarczy pasja do tego, co się tworzy, aby zachęcić do siebie ludzi, bo co jak co, ale każda para, która się hajta ma wrażenie, że jest wyjątkowa - i niech tak pozostanie.
Jeśli planujecie swoje wesele i czujecie się lekko zagubieni, to takie targi na pewno zweryfikują czego oczekujecie od imprezy, którą sami organizujecie.
Co Wy sądzicie o takich targach? Lubicie je odwiedzać, czy jednak wolicie na spokojnie organizować swój ślub zza komputera? :)


A po EKOtykach? Siatka zakupów i lekkie rozczarowanie...

A po EKOtykach? Siatka zakupów i lekkie rozczarowanie...



W minioną sobotę odbyły się ekologiczne targi kosmetyczne (EKOtyki) w Krakowie. Były to moje pierwsze tego typu targi, więc nie do końca wiedziałam "z czym to się je", ale pozytywne nastawienie nie pozwoliło mi nawet się zastanowić, czy aby na pewno się na nich zjawić. Wyruszyłam do Karkowa (z Katowic) z małą obsuwką i okazało się to o wiele lepszą opcją, bo na otwarcie przyszło tak wiele osób, że ledwo wszyscy mieścili się na hali. Sama będąc tam ok. 14:00 miałam spore problemy z przeciśnięciem się korytarzem, nie mówiąc już o podejściu do jakiegoś stanowiska.

Lokalizacja była całkiem przystępna, choć wielkość hali i jej rozkład wzbudziły wiele moich wątpliwości. Ilość chętnych do zrobienia zakupów była na tyle duża, że ledwo dało się przecisnąć pomiędzy wszystkimi ludźmi. Gdyby nie wcześniej przygotowana lista zakupów, na pewno nie znalazłabym na wszystkich stoiskach tego, co mnie interesowało, ze względu na ogrom ludzi, którzy okupowani prawie każde stanowisko z każdej strony. Nie dziwi mnie wcale tak ogromne zainteresowanie targami - w końcu mamy coraz więcej osób zainteresowanych eko-kosmetykami, a same stoiska były bardzo barwne i przyjemne dla oka. Jak więc się oprzeć przed podejściem i sprawdzeniem oferty? Z drugiej strony, mimo ogromnego stoiska Sylveco, Biolaven i Vianek nie było szans dostać się pomiędzy stojące tam osoby. Mimo bardzo ciekawej oferty tych marek zrezygnowałam z zakupów, ale nic straconego - te marki dostępne są bardzo łatwo, nawet w niektórych Rossmanach możemy sprawdzić ich ofertę.

Wielu wystawców z okazji EKOtyków przygotowało specjalnie na tę okazję rabaty na zakupy lub obniżyli oni ceny swoich hitowych produktów. Niestety mimo iż widziałam wiele koszy z próbkami bardzo niewielu dodawało je do zakupów (mowa o wystawcach u których robiłam zakupy) - halo, te próbki na prawdę zachęcają do kolejnych zakupów! Drugą stroną medalu była znów łapczywość odwiedzających, którzy widząc próbki brali je garściami i "uciekali" <tak, dokładnie! Sama widziałam :D> ze stoiska.

Jak widać mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tę edycję EKOtyków, jednak świetnym doświadczeniem było zobaczenie jak duże zainteresowanie wzbudza ekologiczna kosmetyka. Zakupy oczywiście poczyniłam - sprawdźcie co udało mi się kupić i co sądzę o konkretnie tych wystawcach!

Fresh&Natural

Na to stoisko chyba najbardziej chciałam się dostać. Mieli bardzo dobrze zaprezentowany asortyment. Dodatkowo dostępnych było 4 konsultantów, którzy mogli nam doradzić i opowiedzieć o konkretnych produktach. Kupiłam relaksujący olejek i peeling do ciała, czyli 2/3 z zaplanowanej listy.
Firma przygotowała na targi rabat -15% na cały asortyment, dodatkowo z kodem ekotyki do 30.04 otrzymamy rabat -15% na stronie internetowej.


Koszt: 50,98 zł

Your Natural Side

Nie miałam konkretnie zaplanowanych zakupów na tym stoisku, jednak szybka kalkulacja cen w przypadku zielonej glinki na wszystkich stanowiskach przyprowadziła mnie właśnie do nich. Zaoferowali oni na targach -30% na swoje produkty i dodatkowo dostałam próbkę peelingu do ciała i hydrolat lawendowy. Tutaj oczywiście wyszło, że jak niektórzy usłyszą "gratis", to zgarniają wszystko garściami. Widząc takie zachowanie byłam w kompletnym szoku, jak można być aż tak bezczelnym. Mimo tego incydentu panie na stoisku Your Natural Side były bardzo miłe i doradzały w zakupach zachęcając do skorzystania z darmowej oferty do zakupów.


Koszt: 10,49 zł

Ecolore

Trochę łamałam się z zakupami u tego wystawcy, jednak możliwość sprawdzenia koloru na żywo, rabat -15% i bardzo miła konsultacja sprawiły, że zaryzykowałam. Delikatny, mineralny rozświetlacz w kolorze Nightlight idealnie nadaje się do jasnych i neutralnych cer. Na stoisku mogliśmy wypróbować wszystkie dostępne produkty tej firmy i zobaczyć jak się z nimi pracuje dzięki specjalnie oświetlonemu i przeznaczonemu do tego miejscu. Już nie mogę doczekać się testowania, bo sypki rozświetlacz jest dla mnie lekką zagadką.


Koszt: 33.91 zł

Asoa

Widząc w ich ofercie sporo hydrolatów postanowiłam wypróbować choć jeden z nich. Wybór padł na ten z drzewa herbacianego i już po pierwszym użyciu wiem, że będzie to mój 'must have' w codziennej pielęgnacji. Niestety firma nie zaoferowała żadnych rabatów na ten dzień, dlatego też zrezygnowałam z kupienia ich peelingu do twarzy. 
Choć stoisko było małe, to bez problemu obsługa opowiedziała nam o asortymencie i zachęcała do wypróbowania dostępnych testerów chwaląc się, że były wykonane dzień wcześniej - wielki plus za to!


Koszt: 28 zł

LovingEco

Dokonałam tu chyba najszybszych zakupów. Podeszłam, poprosiłam o produkt, zapłaciłam, koniec. Z jednej strony mogłam sama zacząć dopytywać o produkty, z drugiej, to chyba wystawcom powinno zależeć, żeby zaprezentować się jak najlepiej. Plus dostali ode mnie za dostępny rabat -10% przygotowany specjalnie na targi. 


Koszt: 25 zł

KEJ

W całej hali było to chyba najmniejsze stanowisko i na pewno jedyne (na którym robiłam zakupy) na którym nie można było płacić kartą, co niestety było sporym minusem. Na szczęście same olejki nie były wcale drogie i dodatkowo firma zaoferowała rabat -10% na swój asortyment. Wybrałam standardowo lawendę oraz olejek pomarańczowy, który jest u mnie nowością.


Koszt: 17 zł

Kopalnia zdrowia - eko drogeria

Jeżeli mam być szczera, to żałuję zakupów na tym stoisku. Definitywnie zrobili na mnie najgorsze wrażenie. Mało uprzejma obsługa, która wyglądała na kompletnie znudzoną staniem tam. Jedna Pani doradzała energicznie grupce dziewczyn, druga stała w kącie i "obserwowała sytuacje". Pokusiłam się na olejek do demakijażu firmy goCranberry. Dodatkowo na targach nie posiadali oni żadnego rabatu, jednak z hasłem EKOTYKI2018 do 30.04 możemy zrobić na stronie drogerii zakupy z -15%. 


Koszt: 30 zł

Jak sami widzicie, zakupy na targach kosmetycznych nie zawsze muszą się wymykać spod kontroli, choć trzeba się dobrze pilnować. Niektórzy wystawcy sami zachęcali nas do wypróbowania ich kosmetyków, niektórzy nie do końca byli zainteresowani przekazaniem nam wiedzy o sobie, jednak i tak warto zapoznać się przed przyjazdem na targi z jakimi firmami i ich kosmetykami będziemy mogli się spotkać, aby zaplanować wcześniej zakupy.

Myślę, że na następnych tego typu targach na pewno się zjawię, ale albo o późniejszej godzinie (aby nie przedzierać się przez ogrom odwiedzających), albo na innej eko-edycji. 

A czy Wy byliście już na jakiś kosmetycznych targach? Może macie do polecenia coś ciekawego, co odbędzie się za niedługo!? Dajcie znać w komentarzach!

Krakowskie EKOtyki już w ten weekend!

Krakowskie EKOtyki już w ten weekend!



O EKOtykach dowiedziałam się już rok temu zaraz po zakończeniu targów (co za pech). W tym roku uznałam, że choć na jedną taką wystawę muszę jechać i będą to właśnie EKOtyki.
Od ponad miesiąca (na oficjalnym fb TU) znani są już wszyscy wystawcy, więc możemy rozglądnąć się w oferowanym asortymencie, a od tego tygodnia administratorzy zasypują nas postami o dostępnych promocjach dla odwiedzających. Nie ma co, oczy mi się zaświeciły widząc tyle dobroci. Naturalne kosmetyki i promocje? No chyba bardziej Was zachęcać do przyjścia nie muszę, prawda? :)

O EKOtykach

Czym w ogóle są te targi? Jak sama nazwa wskazuje, będziemy mieć do czynienia z firmami oferującymi naturalne kosmetyki. 10 marca widzimy się na Krakowskiej ulicy Długiej 72, a tam czekać na nas będą same ekologiczne cuda. Wstęp jest darmowy, jednak szykujcie portfele, bo jestem pewna, że nie będziecie w stanie się oprzeć tylu kosmetykom, które będą dostępne w atrakcyjnych cenach. Startujemy o godzinie 11:00, jednak mamy na spokojnie czas do 18:00, aby wykupić cały interesujący nas asortyment. Będzie czekać na nas 51 wystawców, każdy z nich z ciekawymi, kosmetycznymi propozycjami oraz rabatami dostępnymi tylko dla odwiedzających!

Wiosenna edycja ekotyków zapowiada się fantastycznie. Zainteresowanie nimi z dnia na dzień rośnie, więc mam nadzieję, że wszyscy się pomieścimy.

Co znajdziemy na targach!

Dostępne będą kosmetyki wegańskie, wegetariańskie oraz kosmetyki mineralne. Dla osób, które zakręcone są w temacie naturalnej pielęgnacji będzie to raj na ziemi, bo pod jednym dachem zbiorą się firmy oferujące dla nich same dobrocie. Sama od niedawna coraz bardziej przekonuje się do naturalnej pielęgnacji i o wiele więcej kosmetyków, które używam na co dzień posiada eco atesty. Nie powiem, mam alergiczne wzloty i upadki, jednak coraz lepiej rozumiem potrzeby mojego ciała i cery, dlatego te smarowidła stosuję i mam nadzieję, że na EKOtykach znajdę nowe, pielęgnacyjne perełki.

Targi to idealne miejsce na zakup nowości kosmetycznych nieznanych nam firm z możliwością poznania ich twórców i wypytania "co, czemu i dlaczego?".  Z chęcią z tego skorzystam, dlatego też zrobiłam sobie spis produktów, które chciałabym zakupić.

Jakie mam więc plany na zakupy?

Achae ()
Peeling do ust limonkowy 19,95 zł

Anabelle Minerals ()
Próbki podkładu mineralnego kryjącego/rozświetlającego/matującego 8,90 zł

Asoa ()
Hydrolat z drzewa herbacianego 28 zł
Peeling do twarzy 35 zł

Biolaven ()
Serum przeciwzmarszczkowe 31,69 zł

BodyBoom ()
Peeling kawowy z węglem (oby mieli mini wersję)

Bydgoska wytwórnia mydła ()
Peeling solny brzoskwiniowy 25 zł

Earthnicity ()
Próbki podkłądu mineralnego 5,99 zł

Ecolore ()
Rozświetlacz Nightlight 39,90 zł

Fresh&Natural ()
Relaksujący olejek z lawendą i zieloną herbatą 34,99 zł
Cukrowy peeling do ciała zielona herbata 24,99 zł
Pomarańczowy balsam do ust 9,90 zł

KEJ ()
Olejek eteryczny (lawendowy, pomarańczowy) 5-10 zł

LovinECO ()
Galaretka do demakijażu 28 zł

Ministerstwo Dobrego Mydła ()
Glinka zielona 15 zł


Na pewno zajrzę jeszcze do Your Natural Side i innych wystawców, może coś jeszcze wpadnie mi w oko. Jak widzicie lista jest dość długa i mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się trochę powstrzymać i wybrać tylko niezbędniki. Cóż jednak począć, jak się jest kosmetycznym freakiem? :)

A Wy byłyście już na jakiś targach kosmetycznych? Jak wrażenia? :)


Jak się oświadczyć i nie zwariować?

Jak się oświadczyć i nie zwariować?



Ostatnio temat ślubu odsunęłam na bok. Po załatwieniu sali, DJ'a oraz fotografów tempo przygotowań weselnych mocno zwalniło - u nas praktycznie do zera. Nawet szukanie inspiracji przestało być moim ulubionym zajęciem. Myślę, że mogę to powiedzieć głośno - pierwszą fazę weselnego szaleństwa mamy za sobą!

Mimo wszystko, wróćmy dziś do tematu, od którego to wszystko się zaczęło - zaręczyny. Skoro ktoś decyduje się na taki krok, to na pewno chce, aby były one jedyne w swoim rodzaju. Czy to przy romantycznej kolacji w blasku świec, spontanicznie w parku, przy rodzicach lub na kanapie przed telewizorem... każdy ma na nie inną wizję. Ten post skieruję przede wszystkim do osób poszukujących porady lub inspiracji odnośnie zaręczyn i wszystkiego co z nimi związane.
Drogie kobitki dajcie znać w komentarzu jak wyglądały Wasze zaręczyny!

Pamiętajcie, że wszystko, co tu znajdziecie pisane jest przez "świeżą" narzeczoną ze specyficznym podejściem do świata! Mam nadzieję, że choć jednej osobie pomogę trzeźwo spojrzeć na zaplanowanie tego momentu lub też zachęcę Was do spontanicznej decyzji oświadczenia się swojej drugiej połówce.

Pozwólcie jeszcze, że zaznaczę, iż nie mam zamiaru wgłębiać się tu w temat "po co komu zaręczyny" lub brnąć głębiej w "po co komu ślub". Mam szczerą nadzieję, że skoro myślicie o zaręczynach to odbyliście już ze swoją drugą połówką rozmowę na temat wspólnego życia. Jednolita wizja przyszłości jest bardzo ważna przy tworzeniu szczęśliwego i spełnionego związku. Zaręczyny, ślub, dzieci, a może 4 psy lub koty? Nie każdy marzy o zaręczynach i ślubie, nie każdy chce mieć dzieci. Ciężko w takich przypadkach mówić o kompromisach. Szczera rozmowa o przyszłości jest moim skromnym zdaniem najważniejsza (!!!), szczególnie przed składaniem jakichkolwiek deklaracji.
Upewnij się więc najpierw, czy druga osoba chce zaręczyn. Przytoczę tu przykład zaczerpnięty z kobiecego forum internetowego:

Ona: młoda, piękna kobieta chcąca od życia mężczyzny, kariery i przyjaciół. On: młody, piękny mężczyzna chcący od życia kobiety, kariery i przyjaciół. Niby para idealna, ale jednak coś poszło nie tak. Na samym początku związku ustalili: żadnego ślubu, żadnych dzieci, życie jako partnerzy, a nie jako małżeństwo. Oboje chcieli być w takim układzie, jednak po 6 latach razem on postanowił się jej oświadczyć... przy jego rodzicach... niespodziewanie. Odpowiedziała "NIE". Był płacz, lament i pytania "ale jak to, czemu nie chcesz być moją żoną?". 

Nie każdy marzy o zaręczynach, nie każdy chce wstąpić w związek małżeński. Jasne priorytety w życiu, które akceptują obie strony - to jest to czym powinniśmy się kierować.

Wracając do sedna, skoro etap rozmów macie już za sobą, decyzja została podjęta, to przejdźmy w głąb zaręczynowych rozważań!

Pierścionek - jaki jest każdy widzi; można by rzec, na wzór pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej autorstwa Benedykta Chmielowskiego. Ilość pierścionków, którą mamy do wyboru jest tak duża, że nie znając całkowicie gustu swojej drugiej połówki można zgłupieć.

Zastanów się nad kruszcem: złoto, białe złoto, platyna, tytan, a może srebro? Najbardziej popularne jest złoto i białe złoto, aby wybrać pomiędzy nimi zobacz w jakim kolorze Twoja ukochana nosi pierścionki (złoty, czy srebrny). To może być już sporą podpowiedzią i sporym odciążeniem jeśli chodzi o ostateczną decyzję.
W moim przypadku żółte złoto nigdy nie wchodziło w grę, czego ukochany był zawsze świadomy. Starajcie się pamiętać o guście swojej połówki, przyjmijcie też dobrą radę sprzedawcy, ale miejcie głowę na karku!

"Większy kamień oznacza większą miłość" - błąd!
Nie dajcie się zwieść takiej gadaninie. Niekiedy ekspedientki kierują się własnym interesem (w tym przypadku prowizją od sprzedaży lub po prostu większym utargiem), niż pomocą zagubionemu klientowi. Wielkość kamienia powinna być dopasowana do wielkości palców partnerki.
Przy moich chudych i krótkich parówkach wielki kamień nie wyglądałby ładnie, za to u mojej mamy, która ma palce szersze i dłuższe owszem.

Sama dostałam pierścionek z jednym z mniejszych brylantów - i wcale się tego nie wstydzę, bo idealnie pasuje na moje palce!

Kolor oczka jest już kwestią indywidualną. Czerwone, niebieskie, białe, a może czarne? Tu musicie się zdać na siebie, lub podpatrzyć ulubiony pierścionek swojej ukochanej. Tradycyjne oczko to te brylantowe. Jest bardzo neutralne i jeśli jest odpowiedniej wielkości, to nie zdominuje całego pierścionka.

Przyznaję, że wybór pierścionka zaręczynowego jest bardzo ciężki. Gdy słuchałam opowieści mojego M, jak chodził pomiędzy trzema jubilerami, na początku mnie rozweseliło, później jednak przypatrując się bliżej pierścionkom zaręczynowym zaczęłam go rozumieć. Różnica pomiędzy niektórymi modelami jest bardzo subtelna, i jak tu teraz wybrać pierścień odpowiedni?

ALERRT!
Jeśli chcesz ofiarować swojej ukochanej pierścionek, który przechodzi z pokolenia na pokolenie, pamiętaj, aby uprzednio go odświeżyć u jubilera. Metal z czasem robi się brudny, to samo dzieje się z oczkiem. Odświeżenie pierścionka da Ci pewność, że będzie on wyglądał reprezentacyjnie.

Zaplanuj też jak chcesz, aby wyglądały Wasze zaręczyny. I tutaj znów możesz się kierować upodobaniami swojej ukochanej, ale i swoimi. Piknik w parku, romantyczna kolacja, wakacje we dwoje, romantyczny spacer, a może obiad z rodzicami?
Osobiście wyobrażając sobie kiedyś nasze zaręczyny miałam w głowie więcej "nie tam, nie tu", niż "marzy mi się...". ;) Uważam, że oświadczyny przy tłumach i przy rodzicach nie są najlepszym wyjściem. To WASZA intymna chwila i powinniście się nią rozkoszować w spokoju.

Zaplanuj gdzie ją zabierzesz i jaki będzie Wasz plan dnia. Możesz ułożyć sobie krótkie przemówienie, które chciałbyś wygłosić, ale bądź też elastyczny! Stres robi bardzo wiele z ludźmi. Cieszcie się tą chwilą i dajcie jej trwać!



Jak więc wyglądały moje zaręczyny?

Od zawsze byłam pewna, że gdy chłopak będzie chciał mi się oświadczyć, to go przejrzę. Jak pewnie się spodziewacie do samego końca nie miałam pojęcia co się dzieje. :)
Wakacje w Wiedniu, deszczowy dzień, a my idziemy na spacer. Akurat minęliśmy różany ogród i M zaczął się trząść... Stwierdził, że z zimna, to co ja się będę dopytywać... chcieliśmy więc iść się gdzieś ogrzać, jednak w pewnym momencie M zaczął mnie szarpać <tak, dokładnie :D> w drugą stronę. Zgłupiałam, ale poszłam. Akurat z drzewa zaczęły spadać kasztany, a że oboje uwielbiamy "podryw na kasztana", to M sięgnął po jednego i... klęknął mówiąc "mam coś jeszcze dla Ciebie". A ja nadal nic... :D Wyciągnął pudełko z pierścionkiem i... nie mam pojęcia, czy padło pytanie "czy wyjdziesz za mnie" lub "czy zostaniesz moją żoną", podobno moja twarz była tak przerażona, że sam M się wystraszył, że coś jest nie tak. Jak widzicie, stres potrafi z nami zrobić wiele. Po chwili wleciały mi do oczu łzy, powiedziałam "tak" i... sama wzięłam sobie pierścionek :D Kolejny przykład tego co stres z nami robi. Co jest najlepsze, osobiście z tego momentu nie za wiele pamiętam. Dopiero narzeczony opowiedział mi jak to z jego perspektywy wyglądało.
Mimo wszystko, było magicznie (nawet z moją przerażoną miną) i bardzo się cieszę, że M nie postanowił robić żadnego cyrku lub oświadczać się przy rodzicach, bo spaliłabym się ze wstydu.

Jak widzicie, do tematu zaręczyn trzeba podchodzić bardzo elastycznie, ale i trzeba trochę pokombinować. Dobry pomysł na aranżację to tylko część udanych oświadczyn! Wszystkim czytającym życzę powodzenia!

Co sądzicie o pierścionkach przekazywanych z pokolenia na pokolenie? Jak wyglądały Wasze zaręczyny no i oczywiste - czy jesteście zadowolone z pierścionków?! Dajcie znać ;)

Popularne posty

Copyright © 2014 goodbye September , Blogger